Partnerstwo: Kiedy może się udać? – cz.2

Część 2 naszej rozmowy z ubiegłego roku, na temat relacji. Miłego czytania!

ustawienia hellingera relacja partnerska irmina wrona

ROBERT & WERONIKA: Kiedy może się udać relacja partnerska? I jak nie wpaść w te pułapki, o których mówiłaś?

IRMINA: Kiedy może się udać? Może się udać wtedy, kiedy oboje z partnerów już zostawili za sobą rodziców: kiedy udało im się, po pierwsze emocjonalnie, w swoim sercu dotrzeć do swoich własnych rodziców i zgodzić się na nich, wziąć od rodziców to co im dają, – i te dobre rzeczy i te trudne. W przypadku kobiety szczególnie ważne jest, że energetycznie wzięła od matki, i że wzięła od innych kobiet w linii. Jeśli chodzi o mężczyznę szczególnie istotne jest, że wziął od swojego ojca, i że biorą wszyscy w swojej linii.

Kiedy uda nam się dotrzeć do rodziców, połączyć z nimi, przyjąć, zgodzić się na nich w całości. I również zgodzić się na to, że oni pewnego dnia odejdą i że my jesteśmy kompletni, że mamy wszystko co trzeba. Być może pewne rzeczy chcieliśmy otrzymać od nich, ale nie mieli tego po prostu, nie mogli nam tego dać. To jest w porządku, zobaczyć wszystko co dostaliśmy, takie jakie to było i jakie jest. I zobaczyć to, co jest najcenniejsze, czyli nasze życie.

Gdy to zrobimy, wtedy otwiera się droga do pozostałych rzeczy, które możemy odnaleźć w świecie. Kiedy jesteśmy w stanie zostawić rodziców, czyli wykonać ten drugi ruch i nie angażować się w nich, nie próbować im pomagać, nie uważać, że my możemy zrobić coś dla nich w takim głębszym duchowym znaczeniu.

Tutaj można by to rozwinąć, żeby czytelnicy rozumieli o co dokładnie mi chodzi. Bo nie chodzi o to, że nie możemy w żaden sposób pomóc rodzicom np. zrobić dla nich zakupów czy ugotować obiadu itp.
Chodzi o to żeby zrozumieć nasze miejsce w systemie, w którym rodzice byli wcześniej. Świat, do którego przychodzimy był wcześniej i w nim działy się różne rzeczy i również potężne figury archetypowe, takie jak ojciec, matka, dziadkowie, przyjaciele rodziców, wspólnicy i byli partnerzy, kochanki i różne inne osoby, były w tym świecie wcześniej niż my. One stanowią swego rodzaju konstrukcje i fundamenty tego świata, do którego przyszliśmy, więc my w stosunku do tego jesteśmy mali i nie jesteśmy na pozycji kogoś, kto może o tym decydować i to rozwiązywać. To co tam jest, jeżeli jest trudne do rozwiązania, jest to do rozwiązania przez tych, którzy byli wcześniej.

Nasze zadanie jest takie, żeby wewnętrznie zgodzić się na wszystko (czasami również na naszą niezgodę), pokochać, ale również opuścić i zostawić w spokoju, zostawić rodziców w ich godności, rezygnując z pragnienia, że to my zmienimy ich i wymyślimy coś dla nich, z postrzegania że energetycznie oni są rzekomo słabi, i my powinniśmy im pomóc, bo uważamy się za silniejszych. Nie powinniśmy iść pod prąd.

Naturalny bieg rzeczy zakłada, że rodzice – którzy byli „wcześniej”, pewnego dnia odchodzą, a zostają dzieci – które przyszły „później”. Gdy staje się dla nas jasne że, nie ważne jakich sposobów byśmy nie użyli, nie mamy władzy nad życiem i śmiercią, i nie uda nam się zatrzymać inaczej „ocalić” rodziców, – zaczynamy wewnętrznie rezygnować. W tym procesie rezygnacji z rodziców, stajemy się wolni i otwieramy się na nasze własne życie, ponieważ właśnie ono jest tym co dostaliśmy i inwestycją naszych rodziców. Często paradoksalnie, najbardziej pomagamy rodzicom, zostawiając ich w spokoju, przestając się w nich duchowo angażować, bo wtedy odciążamy ich.

Zajmujemy się sobą i otwieramy się na naszego partnera. Nasz partner jest kimś równym nam.

Jeżeli zrezygnowaliśmy z mieszania się w sprawy rodziców typu „ja za was to rozwiążę, ja wam powiem jak to powinno być zrobione” itp., to jest duża szansa że nie będziemy przejawiać takiej postawy w stosunku do naszego partnera; że nie będziemy próbowali być dla partnera rodzicem, ani nie będziemy oczekiwać od partnera, żeby wcielił się w rolę naszego rodzica.
Często w naszej relacji mamy pretensje i oczekiwania, które w rzeczywistości nie są skierowane do naszego partnera, tylko naszych rodziców.

Jeżeli nagle zorientowaliśmy się, że właśnie ubraliśmy partnera w rolę ojca lub matki, powinniśmy zrobić krok wstecz, uświadomić sobie ten fakt, otrząsnąć się i znów kontynuować relację z partnerem.

Dlatego tak ważne jest, żebyśmy byli w stanie wewnętrznie zgodzić się na i przyjąć naszych rodziców w całości, i również ich relację w całości. Może ojciec bił matkę, może była przemoc w domu, może był alkoholizm w domu, może ktoś kogoś oszukiwał, może były zdrady… Ale, jeżeli negujemy ich relację, uważamy, że oni są gorsi, i że my zrobilibyśmy wszystko lepiej, bynajmniej nie sprzyja to odniesieniu przez nas sukcesu w relacji.

I dlatego to jest pewnego rodzaju zadanie, które mamy do zrobienia – żeby się na nich zgodzić, ale nie z poziomu głowy. Są sposoby na to, żeby udało nam się faktycznie tam dotrzeć.
Wszystkie trudne sytuacje i konflikty pomiędzy ludźmi mają swoje korzenie. Kiedy (na przykład w czasie ustawienia) to jest nam pokazywane, nasza ocena i osąd wycofują się i zanikają. Wtedy również to, co projektowaliśmy na partnera zostaje zdjęte i rzeczy wracają do harmonii.

Może udać się wtedy, kiedy mamy miłość do wszystkich części siebie, a więc do wszystkich osób, z którymi jesteśmy związani. Nie tylko przez więzy krwi, ale też do byłych partnerów, wspólników i przyjaciół, zarówno do tych którzy żyją i tych, którzy odeszli.

CZĘŚĆ 1 Klucze do sukcesu w relacji partnerskiej

KONTAKT Z NAMI
Zapisy na prowadzone sesje indywidualne i warsztaty

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *